O autorze
Dziennikarz i entuzjasta automobilizmu. Prezenter Wiadomości Radia ZET i brzydsza połowa duetu ZET za kółkiem. Wielbiciel aut wszelkich - szybkich i drogich, tanich i wolnych - bo w każdym jadą inne emocje.

instagram.com/michal_adamiuk
twitter.com/MichalAdamiuk
facebook.com/ZETzakolkiem

Listy do M. BMW M2 Performance

BMW M2 Performance
BMW M2 Performance fot. Michał Adamiuk
Co jest lepsze od BMW M2? Nie, nie M4. Ani nawet M5. Lepsze od M2 jest M2 pełne zabawek od M Performance. To tak, jakby wyjątkowo pikantne danie posypać jeszcze sproszkowaną ostrą papryczką. W jej roli - koszyk części z katalogu fabrycznego działu sportu BMW.

Świat pokochał to małe coupe BMW, za prostotę i zwinność, zgubione gdzieś po drodze przez potężniejsze i większe „emki”. Mógłbym napisać tu kolejny pean na cześć M2, wymyślić jeszcze więcej metafor sławiących jej napęd, układ jezdny i zbalansowanie, ale... wystarczy. Nachwaliłem się jej już TUTAJ. Wszyscy wiemy, że już bazowa M2 jest niemal doskonała. Burzy krew, budzi demony i napędza dobry humor, a kiedy trzeba, zmieści cztery osoby i bagaż na wakacje. Dla mnie to auto kompletne. Co nie znaczy, że nie można go oszlifować nieco ostrzej, a temu właśnie służą części i akcesoria z katalogu M Performance. To one będą dziś w rolach głównych.
Nie śliń się na dodatkowe konie mechaniczne. Części M Performance nie przyspieszą Twojej M-dwójki (przynajmniej na prostej) – nie mieszają nic a nic w silniku i układzie przeniesienia napędu. Potrafią za to sprawić, że będzie wyglądać na szybszą. Za grube tysiące złotych możesz upstrzyć swoje M2 karbonowymi dodatkami. Raczej nie wpłyną znacząco na aerodynamikę (może poza spojlerem na bagażniku), za to poczujesz się jakbyś grał w kolejnej części „Szybkich i wściekłych”. Za dodatki z włókien węglowych BMW liczy sobie kosmiczne pieniądze. Dokładki progów – ponad 4 tys. zł. Splittery przedniego zderzaka – tyle samo. Obudowy lusterek – prawie 3 tys. Dyfuzor – niemal 5 tys. zł. Lepiej wydać te pieniądze na alcantarę i karbon we wnętrzu. Dobrze wygląda i czuć na nim fakturę splotów. Za to zestaw naklejek „Motorsport” (1220 zł) to absolutny must have! W końcu kto nie chciałby mieć na swoim BMW barw fabrycznego działu sportu?
To jednak tylko duperele. Dopiero pod spodem kryją się zmiany, które z superszybkiego auta na co dzień uczynią towarzysza weekendowych wypadów na tor. Za ponad 11 tys. do M2 możesz dokupić kompletne sportowe, gwintowane zawieszenie. Ma pełny zakres regulacji, ale tylko dla tych, którzy nie boją się usmolić. Klucz w dłoń i nurkujemy pod auto! Nie ma żartów, to solidny torowy „zawias”. Za twardy i zbyt mało podatny na polskie drogi (przynajmniej w ustawieniach, które zastałem w tym egzemplarzu). Na koleinach i poprzecznych nierównościach auto podskakuje jak piłeczka i odbiera sporą część poczucia panowania nad nim.
Kierownica. Tej seryjnej nie mam nic do zarzucenia, ale prawdziwie wyścigowy klimat może dać tylko kółko obszyte alcantarą. Gruba i świetnie wyprofilowana, doskonale leży w dłoniach. Mało tego. Ma wbudowany wyświetlacz i diody uproszczonego obrotomierza, jak w kierownicach bolidów. Na malutkim ekranie pokazuje temperaturę wody i oleju, średnią prędkość albo czasy okrążeń. Rewelacja. Warta każdej złotówki z ponad siedmiu tysięcy, których woła za nią BMW.
Znacznie tańsza (850 zł) jest inna zabawka przydatna na torze. Drive Analyser - moduł bluetooth wpinany w diagnostyczne złącze OBD. Łączy się ze smartfonem i dzięki dedykowanej aplikacji zmienia go w centrum telemetrii, zupełnie jak w wyczynowym motorsporcie. Daje dostęp do danych z dziesiątków czujników auta, zbiera je, przetwarza na wykresy i pozwala analizować. Umieść telefon w uchwycie na przedniej szybie i włącz nagrywanie on board`u z danymi o prędkości, przeciążeniach, otwarciu przepustnicy, nacisku na hamulec i innymi parametrami nałożonymi na pokonaną trasę. Obejrzyj film, wyłap własne błędy, wróć na tor w następny weekend i popraw swój czas. Tak to się robi w motorsporcie i tak możesz zrobić w swoim BMW.
A na deser... najdroższa opcja z katalogu M Performance, a zarazem wywołująca największy uśmiech. Układ wydechowy za abstrakcyjne 17 tys. zł zmienia M2 w orkiestrę symfoniczną. Już z seryjnym wydechem, brzmienie rzędowej „szóstki” w tym aucie jest tak mięsiste i soczyste, że można je kroić nożem. Z tym opcjonalnym jest jeszcze lepiej, a w trybie torowym brzmi jak trąby piekielne i chór upadłych aniołów w jednym. To ustawienie przekracza drogowe normy hałasu i pewnie dlatego uruchamia się je specjalną procedurą – odpalić silnik, wcisnąć bezpiecznik w bagażniku, dwa razy kliknąć bezprzewodowym pilotem. Warte zachodu, bo dźwięk przeszywający ciało jest fenomenalny. Tak powinno brzmieć sportowe auto! Powinno też mieć lepsze fotele. Seryjne w M2 są za płytkie i za miękkie. To drogowy killer i zasługuje na godne siebie twarde, głębokie kubełki, których niestety nie ma nawet w katalogu działu sportu BMW.
Lista opcji M Performance wygląda trochę jak list do Mikołaja, pełny zabawek dla dużych dzieci. Brodacz musi być majętny, bo w tym egzemplarzu wszystkie akcesoria są warte razem ponad 65 tys. złotych. Stylistyczne dodatki spokojnie można wykreślić, za to na części dodające autu wyścigowego klimatu można wydać każde pieniądze. Słyszysz? Byłem grzeczny!
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...