O autorze
Dziennikarz i entuzjasta automobilizmu. Prezenter Wiadomości Radia ZET i brzydsza połowa duetu ZET za kółkiem. Wielbiciel aut wszelkich - szybkich i drogich, tanich i wolnych - bo w każdym jadą inne emocje.

instagram.com/michal_adamiuk
twitter.com/MichalAdamiuk
facebook.com/ZETzakolkiem

Teoria ewolucji. Seat Leon Cupra R

Seat Leon Cupra R
Seat Leon Cupra R fot. Michał Adamiuk
Lubię trzymać jego zamszową kierownicę. Mógłbym siedzieć i dotykać tego drobnego meszku, nawet nie ruszając z miejsca. Ten drobiazg mówi o charakterze Cupry R więcej niż diabelski image i imponujące parametry.

To prawdopodobnie ostatni taki Seat. Hiszpanie postanowili wyodrębnić markę Cupra i odtąd ich najmocniejsze produkty będą już autami bez „S”. Ten samochód to niejakie pożegnanie. Model na „do widzenia” powinien zapadać w pamięć, dlatego Cupra R jest szczytową formą tego kompaktowego hot hatcha. Seat rozwijał go drobnymi kroczkami, co kilkanaście miesięcy dodając drobne porcje koni mechanicznych. Patrząc na tego, można oczekiwać, że w drodze ewolucji jeszcze lepiej zaadaptował się do hulanek po torze.
To w istocie najmocniejszy produkcyjny Seat w historii, ale kto spodziewa się czegoś w rodzaju GT3 RS, wydmuszki ogołoconej ze zbędnych kilogramów, ten obejdzie się smakiem. Elementem najmocniej łączącym Cuprę R z wyczynem jest wspomniana
kierownica obszyta zamszem. Mała rzecz, a potrafi ucieszyć, dodając rajdowo-wyścigowego klimatu. I guzik mnie obchodzi, że przy prowadzeniu gołymi rękami, zamsz na kierownicy nie ma żadnego sensu. Mogę jeździć po bułki w rękawicach z Nomexu, żaden problem. Ludzie w korku będą patrzeć jak na wariata, ale i bez tego w Cuprze R poczujesz się wyjątkowo. Będziesz jedną z 799 osób, która jeździ takim autem. W motoryzacji wyjątkowość równa się ekskluzywność, dlatego Cupra R to ściśle limitowana edycja.
Powstało 300 sztuk ze skrzynią DSG i 499 z manualem. Do Polski trafi 13, wszystkie w kolorze Midnight Black. Napęd na 4 koła? Nic z tego, 4Drive wciąż jest zarezerwowany tylko dla kombi ST. Może chociaż spory zastrzyk mocy? Nie. Jest symboliczny – do 310 KM i to tylko z manualną skrzynią, automat ma nadal 300. Osiągi też bez zmian, ale nie ma powodu do narzekań, bo jak na kompakt wciąż są imponujące. W końcu ile podobnych aut robi „setkę” poniżej 6 sekund?
Tym, którzy lubią onanizować się liczbami, udany wieczór zapewni też informacja, że nowy pakiet aero daje Leonowi o 12,5% większą siłę docisku. Tak przynajmniej Seatowi wyszło z majsterkowania w tunelu aerodynamicznym. Czy za kierownicą zauważam różnicę? Nie, ale i tak czuję się lepiej. Poza tym, dzięki poszerzonym nadkolom, nowym spojlerom i dyfuzorowi z włókna węglowego wygląda bardziej zadziornie, a detale w miedzianym kolorze podobają się dziewczynom.

„Zwykła” Cupra 300 jest pozornie grzecznym autem, szarą myszką o możliwościach drapieżnika. R-ce zaostrzono pazury, ale pod skórą niewiele się zmieniło. Nie stała się hardcorową bestią, zachowała taktowny charakter, ale jej atuty jeszcze wycyzelowano. Seat zmienił pochylenie przednich kół i na nowo zestroił adaptacyjne zawieszenie, choć nie mam wrażenia by zrobiło się dużo twardsze. Cupra R nie wydaje się też głośniejsza, mimo układu wydechowego szerszego o 10 mm. Wciąż brakuje tu konkretnego, szorstkiego brzmienia. Na pocieszenie: zdarzają mu się mini strzały z wydechu.
Może i Cupra R nie jest tak ostra jak oczekiwałbym od tego typu, równie szybkiego auta, za to jest chyba najbardziej przyjaznym hot hatchem. Prędkość jest w nim dostępna tak, jak dobre wina w Hiszpanii. Wystarczy sięgnąć na półkę. Dałaby radę to zrobić babcia każdego z Was. To król stabilności, po prostych i łukach kroczy jak lodowiec, niczym niewzruszony. W zakręcie jest kojąco neutralny i przewidywalny, ale wolałbym, żeby jego progresywny układ kierowniczy miał mniej intensywne wspomaganie.
Najfajniejsza niespodzianka kryje się pod środkowym pedałem, choć wprawne oko już wcześniej dostrzeże 4-tłoczkowe zaciski. Cupra R dostała fantastyczny układ hamulcowy Brembo. Gdyby każde auto miało taki, statystyki wypadków spadłyby na łeb na szyję. Dawno nie jeździłem Cuprą z manualną skrzynią, a ta, mimo, że nie jest doskonała (długie skoki) przypomniała mi ważną rzecz. Ręczna zmiana biegów tworzy z autem jakąś fizyczną więź. Może i tracisz na osiągach, ale zyskujesz pełną kontrolę, jakiej nie da Ci najszybsza skrzynia, z najlepszym oprogramowaniem.
W środku, jak w domu. Poza kierownicą, „miedzianymi” wstawkami i plakietką z numerem egzemplarza nie zmieniło się nic. Stare, dobre kubełki ze zintegrowanymi zagłówkami są po prostu uczciwe. Nie udają wyczynowych foteli, ale są dość twarde, głębokie i świetnie trzymają na boki. Mówiłem już, że ubóstwiam alcantarę?
Szczęśliwa trzynastka dopłaci za ten samochód po 40 tys. zł, w stosunku do Cupry 300. Sporo, jak za kilka drobiazgów. Tym samym znika jedna z głównych zalet tego auta, bo jeśli chodzi o „zwykłą” Cuprę, to za te pieniądze niczego szybszego nie kupicie. Wersję R trzeba potraktować jako ciekawostkę, widowiskowe pożegnanie Cupr z emblematami Seata. Może być niezłą inwestycją, bo przy tak limitowanej produkcji, za kilka-kilkanaście lat stanie się białym krukiem.. Abstrahując: niektórzy mogą czuć się rozczarowani, że w tej szczytowej ewolucji modelu zmiany są tak subtelne. Ale to przecież nadal Cupra – kto jej nie lubi?
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...