O autorze
Dziennikarz i entuzjasta automobilizmu. Prezenter Wiadomości Radia ZET i brzydsza połowa duetu ZET za kółkiem. Wielbiciel aut wszelkich - szybkich i drogich, tanich i wolnych - bo w każdym jadą inne emocje.

instagram.com/michal_adamiuk
twitter.com/MichalAdamiuk
facebook.com/ZETzakolkiem

Skok w bok. Toyota GT86

fot. Michał Adamiuk
fot. Michał Adamiuk Toyota GT86
Oto wyrodne dziecko Toyoty, czarna owca, odszczepieniec niepodobny do reszty stada. GT86 tak bardzo nie pasuje do rodziny, jakby została podrzucona albo znaleźli ją w kapuście.

Nie. GT86 nie została podrzucona, ani nie upuścił jej bocian. Jest owocem przelotnego związku, romansu, choć z rozsądku. Toyota jest matką, ojcem zostało Subaru. On dał serce, ona resztę DNA. Wspólnie stworzyli coś zupełnie niepodobnego do innych aut obu marek. Korzeni GT86 trzeba szukać w historii Toyoty, ale domem jej narodzin jest fabryka Subaru. W niej powstają oba auta, przyklejają im tylko inne znaczki – Toyota, Subaru, GT86, BRZ.



Dwulitrowy bokser niechętnie mówi o swoim pochodzeniu. Jeśli łakniecie charakterystycznego bulgotu Subaru, kupcie używaną Imprezę. W tym wolnossącym silniku próżno szukać dobrze znanego brzmienia. W świecie zdominowanym przez turbo, potrzebuję chwili, żeby przestawić się na zupełnie inny charakter atmosferycznego motoru. Nie ma tu gwałtownego kopnięcia mocy, trzeba przypomnieć sobie stare, dobre czasy, kiedy szybka jazda wymagała lizania czerwonego pola obrotomierza. Tu i teraz, kręcony wysoko silnik GT86 wydobywa z siebie szorstką gardłową nutę. Niech Was nie zmyli aparycja, nie jest przesadnie szybki. Wprawdzie 200 KM w aucie nieco cięższym niż 1200 kg to nie tak znowu mało, ale 7,6 do setki też nie robi szału. Nie musi. Nie do tego została stworzona ta Toyota. Zabawa nie oznacza w niej pędzenia po prostej, tylko oglądanie świata przez boczną szybę. GT86 jest bezpośrednim spadkobiercą legendarnej, tylnonapędowej Corolli AE86 z lat `80, bohaterki kultowej kreskówki „Initial D”, o pionierach driftingu. Jej reinkarnacja też wygląda, jakby uciekła z kartek mangowego komiksu o szybkich i wściekłych. Ten egzemplarz, oklejony w fabryczne barwy Gazoo Racing, wzbudza dodatkowo rajdowe sentymenty. Przypominają się czasy Celiki i Kankkunena, Mikkoli czy Sainza...



To prosty samochód, zrobiony według starej szkoły. Ma dawać maksimum zabawy, przy minimalnej ilości środków. Bezpośredni układ kierowniczy o krótkim przełożeniu i słabym wspomaganiu daje mięsiste poczucie kontroli nad przednimi kołami. Tylne... kontroluje prawa stopa, która musi działać z milimetrową precyzją. GT86 może nie jest demonem prędkości, za to lata bokiem jak szatan. W płaskim, szerokim aucie, o środku ciężkości leżącym niżej niż w Nissanie GT-R, trakcja jest fantastyczna, do momentu, kiedy nie przesadzisz z gazem. Zerwanie przyczepności lekkiego tylu nie żadnym jest problemem na suchym asfalcie, a gdy zrobi się choćby odrobinę mokro, napędzana oś zaczyna tańczyć nawet przy ruszaniu ze świateł. W GT86 trzeba mieć naprawdę szybkie ręce! Natychmiast podziękujecie Toyocie za silnik bez doładowania. Żadna jednostka z turbo nie pozwoli na tak precyzyjne dawkowanie mocy, jak wysokoobrotowy „wolnossak”. Szkoda, że to gatunek na wymarciu. Podobnie jak dobre, manualne skrzynie biegów. Ta tutaj to czysta poezja, jeden z najlepszych manuali na rynku. Jest dokładna, ma ekstremalnie krótkie skoki i wymaga zdecydowanej fizycznej siły do wbijania kolejnych biegów.



GT86 daje kierowcy tyle różnego rodzaju zmysłowych przyjemności, że właściwie można nie zauważyć jak zrobiona jest w środku. Tandetna? Złe słowo. Jest oldschoolowa. To byłyby naprawdę świetne materiały w samochodzie z lat `90. Jej wnętrze najlepiej wygląda na zdjęciach i nie pomoże tu nawet milion wstawek z alcantary. Tak naprawdę jednak... kogo to obchodzi? Zwłaszcza, że fotele ma wprost fantastyczne, twarde i genialnie wyprofilowane. Był dzień, kiedy przejechałem GT86 prawie 600 km i wcale nie miałem dość.



To auto w swojej idei tak bardzo zorientowane na frajdę kierowcy, że bardziej już chyba się nie da. Jest proste do bólu, twarde i głośne. Nie do wiary, że wozi na masce to samo logo, co Prius. Romanse nie są złe. GT86 to mały skok w bok dla Toyoty, ale wielki dar dla tej części ludzkości, która wciąż kocha prowadzić samochód.
















Trwa ładowanie komentarzy...