O autorze
Dziennikarz i entuzjasta automobilizmu. Prezenter Wiadomości Radia ZET i brzydsza połowa duetu ZET za kółkiem. Wielbiciel aut wszelkich - szybkich i drogich, tanich i wolnych - bo w każdym jadą inne emocje.

instagram.com/michal_adamiuk
twitter.com/MichalAdamiuk
facebook.com/ZETzakolkiem

Świat ma się dobrze. BMW M5

BMW M5
BMW M5 fot. Michał Adamiuk
1985. Światem rządzą Reagan i Gorbaczow, Microsoft wypuszcza pierwszego Windowsa, Nintendo grę Super Mario, a telewizja pokazuje MacGyvera. W tym samym roku BMW daje światu M5 - pierwszą tak ekstremalnie szybką limuzynę. Do dziś trochę się pozmieniało? Jedno na pewno nie. Nowa M5 znów otwiera oczy niedowiarkom, to M5 na miarę naszych czasów.

Tak się składa, że jako model, M5 jest także moim rówieśnikiem. Z perspektywy 33 lat na karku, z przykrością muszę stwierdzić, że super sedanowi BMW ewolucja idzie znacznie lepiej niż mnie. Zaczęło się od wsadzenia do zwykłej „piątki” 3,5-litrowego silnika z kosmicznego M1, czym już wtedy BMW zmieniło porządek świata szybkich limuzyn. Przez lata rosła pojemność i przybywało cylindrów, zdarzył się nawet epizod z 5-litrową V10-ką...

W nowym M5 nie ma przewrotu na miarę porzucenia „rzędówki” czy dołożenia turbo. Pod olbrzymią maską wciąż mości się 4,4-litrowe V8. Rewolucja dokonała się gdzie indziej - to pierwsza M5 z napędem na cztery koła. Ortodoksi załamują ręce, ale kiedy ma się pod prawą nogą 600 koni, napęd xDrive z pewnością uratuje kilka żyć. Wyobrażacie sobie, co z taką mocą działo by się przy tylnym napędzie? Nie musicie sobie wyobrażać. Nowa M5 pozwala swobodnie konfigurować układ napędowy, więc cała moc może wedle życzenia trafiać wyłącznie na tył. Są 3 opcje: 4WD z pełną kontrolą trakcji, sportowe 4WD z przytępioną interwencją elektroniki i 2WD z odłączoną kontrolą trakcji. Nie warto zgrywać bohatera, w ostatnim trybie naprawdę trzeba umieć jeździć. Już przy mocniejszym ruszeniu, tylna oś robi się niespokojna nawet na suchutkim jak pieprz asfalcie. Prawa stopa musi być wtedy delikatna, jakby głaskała po nosie śpiącego lwa. Ciut za mocno i będzie bolało.



Trzystopniową regulację ma też mapa silnika, adaptacyjne zawieszenie i układ kierowniczy oraz 8-biegowy automat. Kombinacji jest multum, dlatego na kierownicy pojawiły się dwa nowe, czerwone przyciski – M1 i M2. To w pełni programowalne skróty do Twoich ulubionych ustawień układu napędowego i jezdnego. Wciskasz jeden guzik i M5 jest taka, jak lubisz. A może mieć naprawdę różne twarze. Od wygodnej limuzyny, przez super szybkie Gran Turismo, po... osobowość psychopaty. Jest piekielnie, piekielnie szybka. Robiąc setkę 3,4 sekundy, jej podwójnie doładowany silnik oddycha z taką lekkością, jakby miał płuca wielkości Amazonii. Nie ma prędkości i biegu, na których ten samochód nie wciskałby w fotel. Jest młotem pneumatycznym o precyzji skalpela. Jak to przyspiesza, jak hamuje, z jaką lekkością zmienia kierunek! Mimo dietetycznych sztuczek w stylu aluminiowej maski i karbonowego dachu, M5 waży ponad 1900 kilogramów, a skręca jakby była lżejsza o połowę. To tryumf ludzkiej myśli nad przestrzenią i materią. M5 wciąga nosem prawa fizyki, mieli je i wyrzuca z pogardą z ryczącego wydechu. Cyfrowy mózg aktywnego dyferencjału dba o to, by w zakrętach M5 była neutralna jak Szwajcaria.



Kierownica mogłaby jednak stawiać nieco większy opór. Nawet w krańcowym ustawieniu Sport Plus kręci się dość lekko, szkoda, bo mogłoby być jeszcze precyzyjniej. Węglowo-ceramiczne hamulce to absolutny „must have” w tym aucie. Na mocnych hamowaniach mam wrażanie, jakby powietrze cofało mi się do płuc... Przy swojej całej brutalności, M5 to jednak wciąż limuzyna, tyle samo luksusowa, co sportowa. Pewnie dlatego kubełkowe fotele szczelnie otulające ciało, są jednocześnie dosyć miękkie. Za to z ośmioma trybami masażu, bez problemu zdobyłyby dyplom fizjoterapeuty. Zawieszenie nie wydaje się za twarde nawet w ustawieniu Sport Plus. Poprzeczne, krótkie zagłębienia na autostradzie to jedyna sytuacja, w której w tym trybie „nie daje sobie rady”. Zaczyna wtedy podskakiwać jak piłka.



Z prędkością maksymalną 305 km/h (po zdjęciu blokady), M5 wchodzi na terytorium Porsche. Pogoniłaby Carrerę T, a gdyby nie mieć za grosz rozsądku, można by się nią mierzyć z motocyklistami na ścigaczach... i z niektórymi nawet wygrywać. Diabeł. Prędkości kompletnie w nim nie czuć. M5 jest jabłkiem podawanym przez węża, wydobywa z ludzkiej natury najgorsze instynkty. Zahamuj później, wciśnij gaz głębiej, pojedź jeszcze odrobinę szybciej. Jest tym, co z najbardziej zielonego z zielonych zrobi petrolhead`a. Jeśli pytasz ile pali, to nie stać Cię na jego tankowanie (średnio 15-20/100).



Gdy w czasach zbójeckich norm, rygorów bezpieczeństwa i galopującej cyfryzacji, nadal powstają takie konstrukcje, to chyba z tym światem nie jest jeszcze tak źle. Ktoś powiedział, że ostatnim wyprodukowanym autem w historii będzie samochód sportowy... Jeśli tak, to Jeźdźcy Apokalipsy na pewno przybędą w BMW M5, wieszcząc koniec świata grzmotami z wydechu jego V8-ki. M5 to zło w czystej postaci. Napędzany siarką i duszami grzeszników supercar w ciele limuzyny.



















Trwa ładowanie komentarzy...