O autorze
Dziennikarz i entuzjasta automobilizmu. Prezenter Wiadomości Radia ZET i brzydsza połowa duetu ZET za kółkiem. Wielbiciel aut wszelkich - szybkich i drogich, tanich i wolnych - bo w każdym jadą inne emocje.

instagram.com/michal_adamiuk
twitter.com/MichalAdamiuk
facebook.com/ZETzakolkiem

Podniesiony wiek emerytalny. Volvo S60 T6 AWD

Volvo S60 T6 AWD
Volvo S60 T6 AWD fot. Michał Adamiuk
Siedem lat na rynku to w motoryzacji wieczność. W szwedzkiej flocie nie ma już dziś starszego modelu niż ten sedan. W kolejce do premiery następcy utknął za modniejszymi SUV-ami, więc w walce o klienta jeszcze przez moment biedaczek musi radzić sobie z tym co ma. Na progu jego emerytury sprawdzam: czy S60 jeszcze może?


W momencie premiery był gwałtem na statecznej stylistyce Volvo. Dziś, na awangardowych niegdyś liniach pojawiły się zmarszczki, a naprężone kształty trochę jakby zwiotczały. Nie ma co się dziwić. Przy nowych Volvo – designerskich petardach – wygląda jak starzec. Próżno szukać tu smaczków w stylu „młota Thora”, zdumiewającego systemu Pilot Assist (który niemal prowadzi auto sam) czy choćby genialnie funkcjonalnego tabletu. Podszedłem do niego z szacunkiem, ale i założeniem, że najlepsze lata ma już za sobą. I znów okazało się, że najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Staruszek nie zamierzał tanio sprzedać skóry. Nie licząc ekstremalnego Polestara, to najmocniejsza wersja S60. 306-konne T6 z napędem na cztery koła i pakietem R-Design.

Już od progu wita mnie czymś, co raczej nie przypomina miękkiego fotela dziadka. Najprawdziwsze, głębokie kubełki – te same co w Polestarze – dosłownie otulają ciało. Są świetne, w niejednym hot hatchu można o takich pomarzyć. Wykończenie wnętrza jest najwyższej próby. Materiały i spasowanie – rewelacja. Latka jednak lecą i to co kiedyś wydawało się awangardą, teraz powoli zmierza w stronę muzeum. Rozpieszczony dotykowymi ekranami mam niemały problem z ogarnięciem obsługi wszystkich funkcji. To proste jak składanie mebla z Ikei bez instrukcji. Wymaga czasu, ale później nie sprawia już problemów.


Chwytam sportową, spłaszczoną na bokach kierownicę i wciskam guzik rozrusznika. Skrzynia w tryb manualny, palce na łopatki. Jedziemy. Przed oczami mam wielki, centralny obrotomierz z krwistoczerwonym tłem. To sugeruje, że ten staruszek raczej nie zwykł spacerować po parku, karmiąc gołębie. On chce się ścigać na setkę z Usainem Boltem (też już zresztą emerytem...). Mocne dociśnięcie gazu wyzwala katapultę! Do pierwszych 100 km/h wystarczy 5,9 sekundy, a S60 T6 z łatwością rozpędza się do 250. Nieźle jak na stare, stateczne Volvo...


Nieduży w sumie, czterocylindrowy 2-litrowy silnik jest elastyczny jak poglądy Jarosława Gowina. Nie ma sytuacji, w których łapałby zadyszkę. A nawet jeśli zaczyna, wystarczy redukcja o dwa czy trzy biegi 8-stopniowego Geartronica, żeby rock'n'roll zaczął się od nowa. A właściwie szwedzki metal. Przy niższych obrotach podwójny wydech S60 ma lekko basowy pomruk, by zbliżając się do czerwonej kreski przejść w ryk bliski silnikom wolnossącym. Cała charakterystyka doładowanej T6-ki jest zresztą zbliżona do motorów atmosferycznych. Lekko ospały na początku, bardzo lubi wysokie obroty.


Największe zaskoczenie przynoszą jednak zakręty. Układ jezdny jest fenomenalny. Ten samochód idzie za ręką. Bezpośredniość układu kierowniczego jest ponadprzeciętna. S60 T6 skręca i prowadzi się jak autentyczny sportowy samochód, a nie podstarzały sedan. W zakrętach trzyma się drogi jak ptasia kupa lakieru. Z pakietem R-Design dostajesz do niego sportowe zawieszenie – twarde, ale wystarczająco sprężyste na polskie ulice. Zbliżone do Polestara, choć nie tak ekstremalne (i bez regulacji twardości). Podobnie do błękitnej bestii, na poprzecznych nierównościach lubi podskakiwać jak piłeczka. Hamulce nie odstają od reszty. Są piekielnie skuteczne, z idealnie precyzyjnym feelingiem na pedale.


Samochód totalnie zaskakujący. Otwiera umysł, przypominając, że z autami jak z ludźmi – pozory często mylą. Spodziewasz się zdziadziałej limuzyny, a dostajesz seniora młodego duchem... i napędzanego viagrą. Kiedyś będzie klasykiem. Trzeba się spieszyć zakupem zanim przejdzie do historii, bo następca ma nadjechać w przyszłym roku. Kocham tego starego Szweda. Dajcie mu nowe ciało i zostawcie wnętrzności. Tak jeżdżące auto można tylko zepsuć.





















Trwa ładowanie komentarzy...