O autorze
Dziennikarz i entuzjasta automobilizmu. Prezenter Wiadomości Radia ZET i brzydsza połowa duetu ZET za kółkiem. Wielbiciel aut wszelkich - szybkich i drogich, tanich i wolnych - bo w każdym jadą inne emocje.

instagram.com/michal_adamiuk
twitter.com/MichalAdamiuk
facebook.com/ZETzakolkiem

Honda Civic. Petarda czy kapiszon?

Honda Civic 1.5 VTEC Turbo (Sport Plus)
Honda Civic 1.5 VTEC Turbo (Sport Plus) fot. Michał Adamiuk
Daleko stąd, za siedmioma morzami, w krainie, gdzie kwitły wiśnie, był sobie producent. Jego stalowe rumaki były skromne, ale pomysłowe. Ich serca biły szybko i warczały głośno. Jeźdźcy kochali je za siłę i posłuszeństwo. Gdy pewnego dnia do krainy dotarła zielona zaraza, nic nie było już takie samo...


Dawno temu Honda była tą najbardziej sportową ze wszystkich japońskich marek. Wysokoobrotowe silniki, zmienne fazy rozrządu, świetne zawieszenia, układy kierownicze i skrzynie biegów. Honda dawała kierowcom emocje nie tylko w najmocniejszych wersjach. Mniej więcej dekadę po tym jak przestawiła wajchę ze sportu na ekologię te wspomnienia brzmią jak bajka. Śmiechom nie było końca kiedy w 2007 roku Honda okleiła swój bolid F1 w kulę ziemską i poubierała team w zielone spodnie. Przestało być zabawnie, kiedy za zmianą wizerunkową poszły jakościowe. Z Hondami zaczęło dziać się coś złego. Ok, modele Type R nadal były i są świetne, ale słabsze odmiany zaczęły tracić sportowe DNA. Poprzedni Civic nie był złym autem. Był złą Hondą. Odcinał kupony od hitowej ósmej generacji zwanej „UFO”. W dziewiątej leżała ergonomia i wykończenie, brakowało mocy, a prowadzenie rozczarowywało.

Stoi przede mną zupełnie nowy model, na oko nic nie łączy go z poprzednikiem. Po kosmicznych klimatach nie ma śladu, jedynym wspólnym elementem jest chromowane „H” z przodu. „Dziesiątka” jest interesująca. Jest inna, świeża. Nie ma w niej żadnych cytatów z poprzednich generacji, nie przypomina żadnego innego kompaktu. Jest ostra. Przetłoczenia, dokładki, centralny wydech? Spokojnie mógłby tak wyglądać Type R i nikt nie powiedziałby, że brak mu agresji. Wykapany hot hatch, za którym wszyscy się oglądają. Skoro tak, to może Honda wraca do korzeni?


Wsiadam i zapadam się w wyjątkowo miękkim fotelu. Znów jestem w samochodzie, a nie statku kosmicznym. Żadnych piętrowych wyświetlaczy. Kierownica, normalna konsola i zegary na swoim miejscu. Są w formie LCD i nawet nie próbują udawać prawdziwych. Centralny obrotomierz wlatuje na ekran fantazyjną animacją i wygląda jak żywcem wyjęty z jakieś gry. Rozglądam się, dotykam, pukam, drapię. Nie jest źle, ale to ciągle nie jest topowa jakość materiałów, obić foteli i plastików. Na pewno nie pasuje do auta za 100 000 zł. Nie mogę pogodzić się z tym, że dawniej Honda materiały miała lepsze. Panowie inżynierowie... Pójdźcie do przyfabrycznego muzeum, wsiądźcie do Civica ze Swindon z końcówki lat `90 i porównajcie co było kiedyś, a co pakujecie do swoich aut teraz. Jeśli już się czepiam, to wspomnę jeszcze o systemie multimedialnym. Może i ma odświeżony layout, ale to nadal toporny, ślamazarny i nieintuicyjny system Kenwooda z poprzedniego modelu Civica. We wnętrzu cieszy za to gigantyczny schowek w podłokietniku. Jest naprawdę ogromny, szkoda tylko, że kosztem klasycznego hamulca ręcznego. Plus za bezprzewodową ładowarkę smartfona i wszelkie możliwe złącza do połączenia go z samochodem.


Pełny nadziei, że w nowym Civicu odnajdę sportowego ducha sprzed lat wciskam START i budzę do życia zupełnie nowy silnik 1.5 VTEC Turbo. Niestety downsizing dotarł w końcu także tutaj i Honda musiała (musiała?) zrezygnować z tego co robiła najlepiej – doskonałych wolnossących „wiertarek”. Pocieszające jest, że nowy motor wyszedł im całkiem nieźle. Mimo, że 180 koni w kompakcie nie jest dziś niczym nadzwyczajnym, to turbina dmucha ochoczo, rozpędzając Civica skutecznie (8,3 s do 100 km/h), choć mało spektakularnie (wydech o wyglądzie godnym GTI nie wydaje ani jednej ostrzejszej nuty). Brakuje mi wysokiego kręcenia dawnych silników, ale w zamian dostaję bardzo przyzwoite spalanie - poniżej 8/100 w mieszanym cyklu i dość dynamicznej jeździe. Miły bonus w pakiecie z turbiną – wskaźnik ładowania na środku obrotomierza.


Rewelacyjnie wyprofilowaną kierownicę aż przyjemnie trzymać. W pierwszej chwili wydaje się, że moje polecenia przekazuje na koła w bardzo bezpośredni sposób. Schody zaczynają się przy wyższych prędkościach. Civic robi się wtedy bardzo nerwowy, tak, że muszę bez przerwy korygować tor jazdy. Na mocnych hamowaniach z dużych prędkości wręcz rzuca nim jak szatan. Nie jest to przyjemne, tym bardziej, że martwa strefa w środkowym położeniu kierownicy jest zaskakująco duża. Momentami wręcz nie czuję co się dzieje z przednimi kołami. Mogę domyślać się tego po reakcjach samochodu czy zmianach kierunku jazdy, ale nie dostaję tych informacji z kierownicy. Zupełnie jakby układ kierowniczy zrobiony był z czegoś bardzo miękkiego. Z czasem powoli zaczynam się do tego przyzwyczajać, ale cały czas nie jestem w stanie Civicowi zaufać. Zwłaszcza, że zawieszenie nie jest ani miękkie, ani twarde. Zupełnie przeciętne, o charakterystyce szarej jak lakier tego auta. Jest wprawdzie guzik z symbolem amortyzatora włączający "tryb dynamiczny", ale żeby dowiedzieć się co czyni musiałem zajrzeć do instrukcji. Podobno utwardza zawieszenie i wyostrza układ kierowniczy. Podobno, bo empirycznie to prawie nieodczuwalne. Jedno muszę docenić. Po kilkunastu latach Honda wróciła w Civicu do niezależnego zawieszenia tylnych kół i zrobiła to w wielkim stylu. W szybkich, ciasnych łukach tylna oś jest posłuszna niczym policyjny pies. Nie wiem jak bardzo musiałbym przegiąć, żeby wyprowadzić ją z równowagi. Czapki z głów!

Bardzo rozczarowuje mnie za to skrzynia biegów. Drążek manualnej szóstki musi pokonywać drogę jak stąd do Japonii. Mechanizm zmiany biegów jest mniej precyzyjny od tego w poprzednim modelu. Sprawia wrażenie jakby był z plastiku. Jest jednak coś co potrafi w tym aucie zirytować jeszcze bardziej. Przy każdym mocnym hamowaniu włączają się światła awaryjne, a nie są to sytuacje podbramkowe, które by to uzasadniały. Naprawdę wkurzające.

Kierunek jest dobry. Czuć, że Honda nieśmiało zerka w stronę dawnych ideałów. Na razie zapału wystarczyło na design, który tylko zaostrza apetyt na emocje za kółkiem. Wsiadasz, jedziesz i... wysiadasz głodny. Nowy Civic wygląda ostro, ale niestety nie jeździ w ten sposób. Kłamczuszek tylko udaje sportowy samochód. Jest jak ten gość z okolicy, którego ciągle spotykasz. Zakłada modne termoaktywne ciuszki, ale zamiast biegać siada na ławce, strzela sobie selfie i lansuje się w internecie. Chęci może i ma, w przeciwieństwie do kondycji i silnej woli. Honda reklamuje Civica jako auto stworzone dla kierowców, a ja wolę na nie patrzeć zamiast nim jeździć, bo daje mi to więcej przyjemności. Z zewnątrz petarda, w środku tylko kapiszon.




















Trwa ładowanie komentarzy...