O autorze
Dziennikarz i entuzjasta automobilizmu. Prezenter Wiadomości Radia ZET i brzydsza połowa duetu ZET za kółkiem. Wielbiciel aut wszelkich - szybkich i drogich, tanich i wolnych - bo w każdym jadą inne emocje.

instagram.com/michal_adamiuk
twitter.com/MichalAdamiuk
facebook.com/ZETzakolkiem

Nissan Micra. Powrót do przyszłości

Nissan Micra 0.9 IG-T
Nissan Micra 0.9 IG-T fot. Michał Adamiuk
Pierwsza miłość, pierwsza praca, pierwszy samochód. Wiecie jak jest. Do pewnych rzeczy sentyment zostaje na zawsze. Dlatego do nowej Micry nie potrafię podejść na chłodno. Kultowa Micra K11 z lat `90 była moim pierwszym autem w życiu. Nim uczyłem jeździć, startowałem w amatorskich rajdach i przeprowadzałem do innego miasta. Dlatego dla najnowszej generacji nie mam taryfy ulgowej.


34 lata historii modelu i 7 mln sprzedanych egzemplarzy to wysoko postawiona poprzeczka, mimo, że dwie ostatnie, wyłupiastookie generacje były szczerze mówiąc kiepskie. Nowa – przynajmniej w kwestii wyglądu – odzyskała godność. Wreszcie nie wygląda już jak śmieszny samochodzik z dobranocki o listonoszu Pacie. To kawał dobrego, konsekwentnego designu. Wygląda jakby jej bryła została wyrzeźbiona samurajskim mieczem. Komu mało estetycznych fajerwerków może sobie swoją Micrę spersonalizować na 100 sposobów – począwszy od kolorowych listewek, elementów kół, przez naklejki, na wykończeniu wnętrza kończąc. Do tego ostatniego też się przyłożyli. Materiały są bardzo przyzwoite, a z kolorowymi, skóropodobnymi obszyciami deski nawet więcej niż dobre. Świetna jest 3-ramienna kierownica. Gdyby była ciut mniejsza pasowałaby nawet do 370Z albo GTR-a.


Gadżeciarze też nie będą narzekać. Nissan upakował w Micrze niemal wszystko co dziś możemy mieć w temacie systemów bezpieczeństwa i multimediów. Mógłby tylko unowocześnić obsługę centralnego, dotykowego ekranu, który nie wygląda i nie jest intuicyjny tak, jakbyśmy tego oczekiwali w 2017 roku. Mocno reklamowane audio Bose Personal też można sobie darować. Nissan zachwala je jako system dźwięku przestrzennego. Tyle, że głośniki w zagłówku (nie, nie w zagłówkach - są tylko u kierowcy) brzmią jak stary magnetofon. Po drugie wystarczy odwrócić się na bok, a z „przestrzennego audio” robi się wrażenie ogłuchnięcia na jedno ucho.


OK, ale co kryje się pod tym efektownym opakowaniem? To w końcu samochód, a mnie najbardziej interesuje to jak jeździ. W środku kryje się zmodyfikowana płyta podłogowa poprzedniej Micry i napęd wyciągnięty z magazynów Renault. Zresztą nowa Micra powstaje w tej samej francuskiej fabryce, co Clio. Niestety, bo silnik i skrzynia biegów to najsłabsze ogniwa tego auta. Turbodoładowany 0.9 ma 3 cylindry i 90 KM. Żeby jeździć tym w miarę dynamicznie trzeba mocno poganiać go do wysokich obrotów. Zanim turbina zacznie dmuchać, Micra po prostu nie jedzie. Żeby sprawnie wystartować, trzeba to robić z jakichś 3 tys. obrotów, w przeciwnym razie naprawdę ledwo rusza. Przez to wszystko całą ideę downsizingu trafia szlag, bo auto zaczyna palić w mieście 9 litrów na 100 km. Plus za to, że mikroskopijny motorek jest dobrze wyciszony, zachowuje się kulturalnie i nie sposób poznać, że ma tylko mizerne 3 cylindry. Skrzyni biegów z precyzją nie po drodze, a do tego mocno brakuje 6. biegu.


Prowadzi się też w typowo francuskim stylu. Jest miękka, w zakrętach mocno podpiera się lusterkami, a wspomaganie kierownicy jest bardzo silne. Z drugiej strony Micra skręca zaskakująco żwawo i precyzyjnie. Kolejne zaskoczenie – jej „miękkość” nie znaczy, że strach podróżować nią nieco szybciej. Na autostradzie jest nadspodziewanie dzielna, można jej zaufać i jechać „ile fabryka dała”... Sprzyja temu lekkość (waży niecałą tonę), którą naprawdę czuć w zakrętach i świetne hamulce – dużo lepsze niż potrzeba autu o tych osiągach.

Mówienie o niej „Micra” jest już trochę... na wyrost w przypadku auta, któremu zaledwie 1 centymetra brakuje do długości 4 metrów. Ale dzięki temu konstruktorzy mogli w środku poszaleć. Nissan przyłożył się do ergonomii – pobrał miary od kilkuset swoich pracowników, żeby skompletować jak najszerszą grupę testową i pod nią skroić wnętrze nowej Micry. Bagażnik – w tej klasie to prawdziwy gigant – ma 300 litrów!

Micra K14 w jednym zdaniu? Świetna z zewnątrz, gorsza w środku. W kolorowym papierku kryje się lekko mdły cukierek. Mydli oczy wyglądem i wyposażeniem, ale w gruncie rzeczy to dość przeciętnie jeżdżące auto. Wiem, że to tylko segment B, ale Fiesta czy Ibiza jakoś potrafią mieć więcej pazura, nawet w podstawowych wersjach. Mam nieodparte wrażenie, że Micra mogłaby być dużo lepsza, bo Nissan potrafi przecież robić genialne auta. Jego samochody sportowe, crossovery czy choćby cała gama Infiniti są fenomenalne. Gorzej „wychodzi” mu w popularnych segmentach - tych, w których swoich zawodników wystawia bratnie Renault. Przypadek? Nie sądzę. A nowa Micra i tak jest lepsza od Clio!














Trwa ładowanie komentarzy...