MINI Cabrio JCW. Jeździ tak, że oddasz mu duszę

MINI Cabrio John Cooper Works
MINI Cabrio John Cooper Works MA
Jest ciepły letni wieczór. Miasto jeszcze pulsuje swoim rytmem, ale rozgrzane słońcem arterie już się rozluźniły. Toczysz się w krwistoczerwonym MINI główną ulicą warszawskiego Wilanowa, kiedy nagle wyprzedza Cię żółte Clio RS. Dojeżdżasz do świateł i za kierownicą widzisz dziewczynę. Krzyżujecie spojrzenia, wymieniacie uśmiechy. Nie potrzeba słów. Oboje wiecie co stanie się za chwilę.


Spuśćmy zasłonę milczenia nad tym, co działo się w ciągu kilku kolejnych minut po zapaleniu zielonego światła. Fakt jest taki, że z tego „Miniaka” pierwszorzędny prowokator. Mimowolnie wyzywa na pojedynki wszystkich ulicznych „ścigantów”. Jeśli nie wyglądem, to soczystym brzmieniem wydechu, które – w moim odczuciu – jest nawet lepsze niż w hatchbacku. W końcu przy otwartym dachu trudniej byłoby nabrać kogoś na dźwięk wspomagany głośnikami. JCW Cabrio gra tak jak powinien – ryczy gardłowo, a przy redukcjach grzmi jakby zbierało się na burzę.


John Cooper Works - jak przystało na najostrzejszą wersję MINI - robi wszystko to, co Cooper S, tylko pół raza lepiej. Wciskam czerwony przycisk START, a on popisuje się powitalną przegazówką. Jak bardzo jest szybki? Jak petarda. 231 koni pod maską i katalogowe 6,5 sekundy do setki nie oddają rzeczywistych wrażeń. 6-biegowy sportowy automat jest fenomenalny. Tak dobry, że nawet ja –ortodoksyjny wyznawca manualnych skrzyń – kupując takie auto poważnie zastanowiłbym się nad automatem (mimo 8000 zł dopłaty). Pociągam łopatkę za kierownicą i zanim zdążę mrugnąć już jest po sprawie, a zmianie biegu towarzyszy wyścigowe szarpnięcie. W trybie manualnym skrzynia nie udaje, że daje mi pełną kontrolę. Naprawdę nie wtrąca się w żadnej sytuacji. Nie ma czegoś takiego jak „kick down” – wciskam gaz do podłogi, a skrzynia nie zredukuje samowolnie biegu czy dwóch. Co najwyżej delikatnie zasugeruje na wyświetlaczu zrzucenie np. z „szóstki” na „czwórkę”. To ja tu rządzę!


Jego układ kierowniczy to inżynieryjne dzieło sztuki. Ten samochód skręca jak Porsche! Nie przesadzam. Nie znajduję żadnego innego auta poza supercarami, do którego porównałbym bezpośredniość reakcji MINI na ruchy kierownicą. Mogę go prowadzić samymi ruchami nadgarstków. Aż chce się zmieniać pas bez powodu, byle tylko mieć pretekst do kręcenia kółkiem. Lepiej jednak wybrać odpowiednio krętą i RÓWNĄ drogę. Ostrzegam – zawieszenie jest naprawdę twarde. Mam wrażenie, że nawet bardziej niż w JCW z dachem - co zresztą miałoby sens jako rekompensata mniej sztywnego nadwozia Cabrio. Niestety to czuć. Gdy dach jest zamknięty, jego konstrukcja trzeszczy na wybojach, auto nie jest tak zwarte jak hatchback, a do tego waży o 100 kg więcej. Dlatego uważam, że robienie Cabrio w wersji JCW trochę mija się z celem. Chcesz pędzić sportowym MINI z wiatrem we włosach? Do tego wystarczy już Cooper S, a pozbawienie dachu zupełnie mu nie szkodzi. Niech JCW zostanie hardcorową zabawką dla zapaleńców. Po co psuć go, dokładając na siłę kolejny bajer? Zwłaszcza, że już na wstępie Cabrio JCW jest dużo droższe od hatchbacka. Dopłacać prawie 20 tys. zł za auto, które prowadzi się gorzej? Oczywiście różnica jest niezwykle subtelna i większość kierowców pewnie jej nie zauważy.

A jeśli już jeździć nim bez dachu, to raczej nie za szybko. W środku wieje bardziej niż np. w Maździe MX-5. Można wprawdzie zamontować dodatkowy windshot, ale kosztem dwóch miejsc z tyłu. Choć te i tak są w zasadzie teoretyczne. Jeśli kierowca ma +/- 180 cm to bezpośrednio za nim nie usiądzie nikt, więc auto jest w zasadzie 3-osobowe. Mam wrażenie, że nawet w 911-ce jest więcej miejsca z tyłu...

Z dachem czy bez MINI JCW pozostaje totalnym świrem. Jest jak diabełek, który siedzi na ramieniu i szepcze „przyciśnij, strzel z wydechu, wejdź w ten zakręt szybciej!”. To auto bez przerwy namawia do złego. W pakiecie z nim powinni dodawać egzorcystę. W zakrętach jedzie jak po niewidzialnych szynach, ale i pozwala bezkarnie się zabawić. Granica podsterowności leży w nim baaaardzo daleko. Prędzej usłyszysz pisk opon niż zobaczysz błysk lampki od kontroli trakcji. Opóźniasz hamowanie, wjeżdżasz w zakręt z dociążonym przodem, tył ucieka, szybko kontrujesz i pędzisz dalej z jeszcze szerszym uśmiechem. Niewiele jest na świecie przyjemności większych niż jazda MINI z plakietkami John Cooper Works...
















Trwa ładowanie komentarzy...