MINI Countryman Cooper S. Rodziny się nie wybiera

MINI Countryman Cooper S
MINI Countryman Cooper S MA
To nie jest kolejny tekst o tym, że Countryman nie powinien nazywać się MINI, tylko MAXI. To już wszyscy wiedzą. Mnie interesuje czy nowy model jeździ tak, jak jego mniejsze rodzeństwo.

To prawda, urósł. 20 cm wzdłuż, stając się największym modelem ze znakiem MINI w historii. Nic dziwnego, w końcu powstał na płycie BMW X1. Drugą generację Countrymana jeszcze bardziej upodobnili do "zwykłego" MINI. Dzięki paru optycznym trikom, z daleka można się nawet nabrać. Do momentu, aż obok nie stanie inne auto, pokazując, że skala jest jednak nieco inna. Reszta też się zgadza. Krwista czerwień, czarny dach i pasy na masce obiecują emocje, które dobrze znamy. Pod maską jak w każdym Cooperze S - 2.0T i 192 KM.

Oczywistym jest, że Countryman waży więcej, więc osiągi musi mieć nieco gorsze - 7,2 do setki i 225 km/h. Na szczęście nie przytył aż tak dużo (masa: 1530 kg), więc skutecznie udaje szybszego niż jest w rzeczywistości. Choć na początku na obroty wkręca się nieco ociężale, to ułamki sekund później daje nam już to, na co czekamy - przyspiesza jak dziki, a jego 8-biegowy Steptronic zmienia biegi błyskawicznie.


I tak do pierwszego szybszego zakrętu, w którym okazuje się, że nie potrafię od początku zaufać mu tak jak "normalnemu" MINI. Mimo wszystkich sztuczek z bardzo twardym zawieszeniem i natychmiastowo - wręcz wyścigowo - reagującym układem kierowniczym, w zakręcie czuć dodatkowe kilogramy i wyżej położony środek ciężkości. Trudno mi wyczuć topniejące pokłady przyczepności. Twardy Countryman prawie w ogóle nie przechyla się w łukach, więc jej granica nie przebiega płynnie. Mam wrażenie, że trakcję traci się w nim zero-jedynkowo. Napęd ALL4 - skoro już jest - mógłby zachowywać się trochę bardziej aktywnie, bo w szybkich zakrętach - zanim jakkolwiek zareaguje - przód odpływa już w najlepsze.


Te pierwsze wrażenia zza kierownicy Countrymana Cooper S - nie ukrywam - trochę mnie rozczarowały. Nie wiem dlaczego założyłem, że BMW pomacha różdżką i zaczaruje to auto tak, by jeździło jak zwinny hatchback. Na prawa fizyki nie pomogą nawet czary, można je naginać, ale przecież nie złamać. Przetrawiłem w sobie te emocje i podszedłem do Countrymana od nowa. I wiecie co? Jest świetny. Im więcej nim jeżdżę, tym lepiej go czuję. Niepewność zniknęła. Wiem na co mogę sobie pozwolić z tym zawieszeniem, z tą masą i z tym leniwym napędem na 4 koła. Zawsze powtarzam, że bezpośredniość układu kierowniczego w MINI można porównywać nawet z Porsche. Tu jest tak samo. Countryman nie wyprze się pochodzenia - przyspiesza godnie, skręca fenomenalnie i hamuje ostro jak brzytwa. A do tego zmieści rodzinę i 450 litrów bagażu. Ten samochód to 5-miejscowy gokart, jeździ prawie tak dobrze jak zwykłe MINI. Ale w tym przypadku "prawie" robi bardzo niewielką różnicę...














Trwa ładowanie komentarzy...