O autorze
Dziennikarz i entuzjasta automobilizmu. Prezenter Wiadomości Radia ZET i brzydsza połowa duetu ZET za kółkiem. Wielbiciel aut wszelkich - szybkich i drogich, tanich i wolnych - bo w każdym jadą inne emocje.

instagram.com/michal_adamiuk
twitter.com/MichalAdamiuk
facebook.com/ZETzakolkiem

Oda do radości. Ford Fiesta ST200

Ford Fiesta ST200
Ford Fiesta ST200 Michał Adamiuk
Obecna generacja Forda Fiesty kończy rynkowy żywot w pełni chwały. Mimo dekady na karku nadal jest bestsellerem, a jej najmocniejsza wersja uchodzi na wzór małego, sportowego hatchbacka. Jak godnie ją pożegnać? Zabrać to wyjątkowe auto w wyjątkową podróż.

Śmiem twierdzić, że Fiesta zasługuje na miano rajdowej legendy nie mniej niż Impreza czy Lancer. Może i nie zdobyła mistrzostwa WRC, ale wygrała (i nadal wygrywa) niezliczoną liczbę rajdów i regionalnych mistrzostw, a w drogowej wersji ST daje sportowe emocje tysiącom „zwykłych” kierowców. Od roku szczytową formą jej ewolucji jest ST200 i to właśnie ją zabieram ją na trasy Rajdu Nadwiślańskiego. Na krętych dróżkach Lubelszczyzny powinna czuć się jak ryba w wodzie.


ST200, czyli podrasowana do 200 koni maszynka do dawania radości, resorak dla dużych chłopców i dziewczynek. Mówiąc krótko: najmocniejsza Fiesta w historii. Odbieram auto w kolorze Storm Grey – zarezerwowanym wyłącznie dla ST200. Jego odcień jest tak nijaki, że aż piękny. Dowód? Kobiety za nim szaleją. Ja za to zwariowałem na punkcie kubełków Recaro – dla mnie jedne z lepszych seryjnych foteli w ogóle. Dość miękkie, ale rozbudowane tak, że dosłownie otulają ciało. Mocno pochylone siedzisko potęguje wrażenie siedzenia w rajdówce.


Zanim skieruję się na wschód, muszę przebić się przez popołudniowe warszawskie korki. Tocząc się przez miasto, to po prostu zwykła Fiesta. Sprzęgło działa lekko, jest cicho i wygodnie. Co nie znaczy, że ST200 nie potrafi zabrzmieć. Jak każda ST ma tzw. Sound Symposer – specjalny zawór w układzie wydechowym. Przy spokojnej jeździe jest cicho, ale kiedy mocniej dociskam gaz, wydech gra głębsze basowe nuty.

Wyjeżdżam na drogę krajową i w końcu mogę choć trochę popuścić Fieście smycz. Jak ona przyspiesza! Wprost wyrywa kierownicę z rąk. W stosunku do zwykłej ST przybyło tylko 18 KM, ale aż 50 Nm (do 290 Nm). Na papierze sprint do setki skrócił się o 0,2 sekundy (do 6,7), ale subiektywne wrażenie mówi mi, że jest jeszcze szybciej. Pewnie swoją cegiełkę dokłada skrócone przełożenie główne skrzyni. Zmiana biegów lekko mnie rozczarowuje – przydałyby się krótsze skoki i więcej precyzji.

Wzmocniony silnik 1.6 EcoBoost jest nieprzyzwoicie elastyczny. Ten samochód przyspiesza przy każdej prędkości, nawet na „szóstce”. Na trzecim i czwartym biegu dodatkowego kopa daje tzw. overboost – chwilowe zwiększenie mocy i momentu – do 215 KM i 320 Nm. Można stracić rozum. Przyspieszam i zwalniam jak głupek, bez potrzeby, żeby tylko nacieszyć się tym jak to auto ciągnie do przodu. Szybko zbliżam się do celu, ale przy naprawdę wysokich prędkościach Fiesta robi się kapryśna. Na „ekspresówce” pod Lublinem – poprzecinanej poprzecznymi mikrogarbami – skacze jak piłeczka pingpongowa. Mimo, że ST200 dostała nieco bardziej miękkie amortyzatory, to jest piekielnie twarda. Ma sztywniejszą tylną belkę i grubsze stabilizatory. Jeśli jest gładko - nie ma sobie równych. Gładko i kręto.


Dojechałem na odcinek specjalny „Dys”, ostatni raz używany w Rajdzie Nadwiślańskim w 2014 roku. Tamte zawody wygrała zresztą Fiesta R5, z późniejszym mistrzem Polski - Wojtkiem Chuchałą za kierownicą. Dobry znak. Wąska nitka asfaltu wije się wzdłuż rzeczki Ciemięgi. Niskoprofilowe gumy łapią się nawierzchni niczym kocie pazury firanki. Pod względem bezpośredniości układu kierowniczego ST200 może się mierzyć z najlepszymi. Nie w klasie, najlepszymi w ogóle. Momentami mam wrażenie, że kieruję nią myślami, tak błyskawicznie reaguje na ruchy nadgarstków. Konkurencjo, ucz się od Forda jak kalibrować elektryczne wspomaganie! Poza tym jest progresywne - im szybciej jedziesz, tym kierownica stawia większy opór. Reakcje kół są natychmiastowe, skręty mięsiste i precyzyjne. Szczytu każdego zakrętu dotykam tak, jakby Fiesta kreśliła łuki cyrklem.


Na tej drodze, trasie rajdowego oesu zawieszenie Fiesty i sztywność jej nadwozia pokazują swoją potęgę. Mogę przysiąc, że w ciasnych łukach podnosi wewnętrzne tylne koło. Jeśli maszyny mają duszę, to ta przypomina małego pieska, który wariuje z radości na widok właściciela. Krzyczy: „Hamuj później! Przyspiesz wcześniej! Zobaczmy co się stanie!”. Zamerdać ogonkiem też potrafi. Podsterowność pomaga ograniczyć elektroniczna imitacja szpery (Torque Vectoring Control), a lekki tył daje przyjemną nadsterowność. Można bez końca bawić się opóźnionym hamowaniem, pogłębionym skrętem i lekką kontrą na wyjściu. W ST200 każdy zakręt, rondo czy ślimak wiaduktu staje się placem zabaw! Endorfiny eksplodują i to tylko za cenę benzyny spalanej średnio w ilości 10 litrów na 100 kilometrów. Minusy? To cały czas "tylko" Ford z nieco tandetnym wnętrzem, a jeśli wyposażyć go we wszystkie opcje, to ceną zbliża się już do podstawowego Coopera S. Oprócz tego hamulce mogłyby być ciut ostrzejsze, a zawieszenie cichsze.

Przez lata szybkie hatchbacki skapcaniały. Osiągami biją supercary sprzed dekad, ale obrosły tłuszczem, chodzą na kompromisy i przytępiają zmysły kierowcy. Fiesta ST200 jest prosta, lekka, prędka i względnie tania. W świecie hot hatchów to Budda kroczący ku oświeceniu. Jest reinkarnacją tego co 30 lat temu zdefiniował pierwszy Golf GTI. Nie wybierzesz tu trybów jazdy, nie utwardzisz zawieszenia. Fiesta jest jaka jest, od początku do końca. Kochasz ją albo nienawidzisz. Ale każdy kto znajduje przyjemność w prowadzeniu auta pokocha ją do szaleństwa. Chcecie frajdy z jazdy? Za te pieniądze nikt nie da Wam jej więcej niż Fiesta ST200.










Trwa ładowanie komentarzy...