O autorze
Dziennikarz i entuzjasta automobilizmu. Prezenter Wiadomości Radia ZET i brzydsza połowa duetu ZET za kółkiem. Wielbiciel aut wszelkich - szybkich i drogich, tanich i wolnych - bo w każdym jadą inne emocje.

instagram.com/michal_adamiuk
twitter.com/MichalAdamiuk
facebook.com/ZETzakolkiem

Gwiazda na uwięzi. Mercedes A 220 4MATIC

Mercedes-Benz A 220 4MATIC
Mercedes-Benz A 220 4MATIC MA
W zasadzie mógłbym zostawić tu tylko jego zdjęcia, postawić kropkę i zamknąć temat. Design to tak subiektywna kwestia, że zwykle staram się nie pisać o wyglądzie auta. Aparycja tej A-klasy zrobiła jednak na mnie takie wrażenie, że mógłbym tylko patrzeć i w ogóle nią nie jeździć...

...ale wtedy wiele bym stracił. W176 jest z nami już 6 lat i niespecjalnie chce się starzeć. Zeszłoroczny face lifting był tylko bardzo lekką kosmetyką, a Mercedes dobrze wie jaki makijaż nałożyć swojej gwieździe – w tym przypadku to linia wyposażenia AMG. To właśnie przywiązanie do szczegółu robi w nim gigantyczną robotę. Gdyby nie to, pewnie byłby kompaktem jakich wiele. Krwista czerwień, czarne felgi i kilka smacznych dodatków sprawiają, że wygląda naprawdę ostro. Na innych kierowców działa jak czerwona płachta. Ci ambitniejsi napinają się na ściganie spod świateł, ci mniej obeznani nawet nie próbują – biorąc go za hardcorowe A 45 AMG.


Swojego kierowcę uwodzi też w środku. Skóra, metal i włókno węglowe (nawet jeśli udawane, to wygląda fenomenalnie i ma bardzo realistyczną fakturę). Wzornictwem Mercedes bije na głowę rywali z BMW i Audi. Gruba, mięsista kierownica – jedno z ładniejszych i najlepiej leżących kółek jakie miałem okazję trzymać w rękach. Klasyczne zegary są pięknie zaprojektowane, fotele twarde, ale wygodne. Materiały to ekstraklasa, poza tunelem środkowym - z tandetnym plastikiem nieprzystającym do reszty. Zupełnie jakby ktoś wsadził go tutaj z innego, dużo tańszego samochodu.


Zmysły wzroku i dotyku Gwiazda karmi do syta, ale funkcjonalności będę się czepiał. Nie mogę zrozumieć dlaczego Mercedes z uporem maniaka pakuje obsługę automatycznej skrzyni tam, gdzie wszyscy inni przełącznik wycieraczek. Żeby było na siłę inaczej? Przecież to nie Citroen! Tłumaczenia o zaoszczędzonym miejscu na schowek w konsoli środkowej jakoś mnie nie przekonują. Podobnie jak centralny wyświetlacz na stałe przytwierdzony do deski rozdzielczej. Wygląda jak byle tablet w uchwycie na przyssawkę. Po paru dniach miałem dość odpowiadania na pytania „dlaczego się nie chowa”. Bo Mercedes tak wymyślił? Bo nie umiał zrobić wysuwanego jak w Audi? Skąd mam to wiedzieć? Do tego: nie jest dotykowy, bywa nielogiczny w obsłudze, a jego grafika wygląda jak sprzed 10 lat. Plus za kamerę cofania – jakość obrazu lepsza niż na niejednym telewizorze. O dźwięk dba audio harman/kardon, choć mam wrażenie, że systemy tego producenta w BMW grają nieco lepiej. Wylewanie gorzkich żali skończę elektrycznym hamulcem ręcznym, którego włącznika trzeba szukać na lewo od kierownicy – manii czyszczenia tunelu środkowego ciąg dalszy.


Sportowy sznyt obiecuje wiele, niestety jest to obietnica trochę bez pokrycia. Ten Mercedes może i jest młody duchem, za to serce ma słabowite. 184-konny A 220 sprawia wrażenie nieco ociężałego. Jest i lekka nadwaga, bo ponad półtorej tony w kompakcie to trochę dużo. Usprawiedliwieniem niech będzie napęd na obie osie, który swoje waży. Nie jest to wolne auto, ale kompletnie nie czuć w nim dynamiki. Robi setkę w 6,9 sekundy, a wydaje się jakby prędkości nabierał powoli i dostojnie. Swoje robi też pewnie bardzo dobre wyciszenie silnika. I tylko rzut oka na prędkościomierz otrzeźwia: to już jedziemy tak szybko? Automatycznej skrzyni 7G-DCT też zdarza się gramolić. Nawet w trybie Sport, nawet przy ręcznej zmianie łopatkami przepina biegi zbyt wolno. Przynajmniej apetyt ma w normie. Przy mieszanej jeździe (ekspresówka, droga krajowa i trochę korków) spalił mi ok. 11/100.



Za to prowadzi się jak przyklejony – szeroki, niski - bardzo stabilny. W tym jak skręca wydaje się zwarty i naprężony. Sam możesz się wyluzować, bo stały napęd 4MATIC poprawi Twoją pewność przy każdej, naprawdę każdej pogodzie. Po wyłączeniu ESP, na śliskim da się nawet trochę pobawić... Zawieszenie sportowo twarde, jednak wystarczająco sprężyste na polskie ulice. Ale uwaga – felgi na oponach o profilu 40 wyglądają jak klejnoty, ale w naszych realiach trzeba się z nimi obchodzić jak z jajkiem Fabergé.


Denerwują też takie drobiazgi, jak np. światła drogowe. Co z tego, że zmieniają noc w dzień, skoro od momentu ich włączenia do zaświecenia mijają ze 4 sekundy? Zazwyczaj wtedy trzeba już je gasić, bo z naprzeciwka zdąży nadjechać inne auto. A 220 ma też kiepską pamięć. Jeśli macie życzenie jeździć bez elektronicznych asystentów – trzeba je wyłączać po każdym uruchomieniu silnika.



To jednak tylko drobiazgi. Tak naprawdę A 220 brakuje tylko jednego – gdyby miał ze 40 koni więcej... Ale jest i na to rada: nazywa się A 250!




Trwa ładowanie komentarzy...