O autorze
Dziennikarz i entuzjasta automobilizmu. Prezenter Wiadomości Radia ZET i brzydsza połowa duetu ZET za kółkiem. Wielbiciel aut wszelkich - szybkich i drogich, tanich i wolnych - bo w każdym jadą inne emocje.

instagram.com/michal_adamiuk
twitter.com/MichalAdamiuk
facebook.com/ZETzakolkiem

DS 5. Vive la France!

DS 5
DS 5 fot. Michał Adamiuk
Już nie kombi, a jeszcze nie van. Pozycja za kierownicą niska, wręcz sportowa. Nie ma takiego drugiego auta. Jest inny niż wszystkie, ale jego dziwactwa nie utrudniają życia. Oto motoryzacyjna Francja jaką kochamy!


Wsiadam do środka i czuję się jak w kokpicie samolotu. Gdzie nie spojrzeć – odlotowe detale. Przełączniki na suficie, kierownica przypominająca wolant pasażerskiego samolotu, wskaźniki – futurystyczne retro – przywołują skojarzenia z BX albo CX-em.


Jest naprawdę doskonale wykończony. Żadnych tandetnych plastików. Jeśli coś wygląda na metal – jest to metal, a nie tworzywo pomazane srebrną farbką. Elegancka skóra, pięknie pikowane fotele, których wzór producent porównuje do „paska ekskluzywnego zegarka”. Ten zresztą też jest, awangardowo prostokątny - choć bez paska – na konsoli centralnej. Fotele, mimo, że piękne – dla mnie nie do końca wygodne. Chciałbym zdecydowanie głębsze oparcia.


Designerskie wysokie loty nie wadzą praktyczności. W schowku w podłokietniku można schować rękę... po łokieć! Spokojnie wejdzie 1,5-litrowa butelka. Bagażnik, mimo nisko opadającego dachu, ma imponujące 468 litrów. System multimediów to nie awangarda, ale działa znacznie sprawniej i logiczniej niż u bratniego Peugeota.


DS 5 - służbowe auto Francois Hollande`a - nie jeździ jak stereotypowy Francuz. To już nie jest kanapowy Citroen – stateczny, dostojny, mięciutki jak wersalka. Jeśli go przyciśniesz – możesz poczuć się prawie jak Loeb. Choć 210 KM z silnika 1.6 THP nie czyni z DS 5 demona (8,1 s do 100 km/h), to przemieszcza się bardzo, bardzo sprawnie. Przy wysokich prędkościach jest skuteczniejszy niż mój ukochany DS 3 Racing, którego zbyt mocne wspomaganie zupełnie pozbawiało precyzji. DS 5 mimo, że duży i luksusowy nie prowadzi się jak barka na Sekwanie. Skręca stabilnie i chętnie, a pewnie spora w tym zasługa niskiej masy – waży tylko 1430 kg.


Do tej pory nie jestem przekonany, czy wyodrębnienie marki DS to potrzebny i dobry ruch PSA. Z szewronem na masce to auto wyglądało dużo lepiej niż z nijaką atrapą DS. Grunt, że koncern zawrócił ze złej drogi – prób kopiowania samochodów niemieckich. Może i nie daje aż takiej jakości jak one, takiego wyboru silników i sposobów konfiguracji. Za te 132 900 zł (bazowa cena THP 210 z manualną skrzynią) daje jednak coś cenniejszego – indywidualizm i styl. Jest jak szyty na miarę płaszcz, jak haute couture motoryzacji. Jeżdżąc DS 5 od razu czujesz się jak Gość. Możesz być ubrany jak łachmyta - w tym aucie i tak będziesz miał klasę.
Trwa ładowanie komentarzy...