O autorze
Dziennikarz i entuzjasta automobilizmu. Prezenter Wiadomości Radia ZET i brzydsza połowa duetu ZET za kółkiem. Wielbiciel aut wszelkich - szybkich i drogich, tanich i wolnych - bo w każdym jadą inne emocje.

instagram.com/michal_adamiuk
twitter.com/MichalAdamiuk
facebook.com/ZETzakolkiem

VW Scirocco GTS. Golf w bluzie z kapturem

Volkswagen Scirocco GTS
Volkswagen Scirocco GTS fot. Michał Adamiuk
Osiem lat w motoryzacji to całe pokolenie, a przecież tyle jest już na rynku to auto. Volkswagen właśnie przeprowadził facelifting Golfa VII, a Scirocco bazuje jeszcze na „szóstce”. Nie szkodzi, nadal robi przeciąg.


Umówmy się – to nigdy nie był samochód dla typowego klienta tej marki. Niepodobny do żadnego innego modelu. Taka czarna owca w stadzie, kolejny – po Beetle – wyrodny syn. Niski, szeroki, z kołami rozstawionymi w rogach nadwozia. Wygląda jak wyrzeźbiony wiatrem. Pokażcie mi hatchbacka narysowanego z większą fantazją! Nawet jeśli się postarzał, to wciąż jest nie do pomylenia z żadnym autem. Przypomina drapieżnika z naprężonymi mięśniami szykującego się do skoku. Brzmi jak obietnica...


Do środka prowadzą mnie chyba najdłuższe drzwi współczesnej motoryzacji. Wysiadanie na ciasnym parkingu musi być w Scirocco niezłym wyzwaniem. Z otwartymi ramionami witają za to przyjemnie twarde fotele. Wnętrze wywołuje tzw. mieszane uczucia. Niby nie ma się do czego przyczepić – jest multimedialnie, dobrze jakościowo i ergonomicznie – czyli po volkswagenowsku. A jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wszystko trochę już odstaje od poziomu tej marki w drugiej dekadzie XXI wieku. Fajnie, że VW potrafi mrugnąć do klienta okiem – gałka na dźwigni zmiany biegów w kształcie piłeczki golfowej przypomina o rodowodzie Scirocco.


W drogę. Odpalam i już słyszę, że jest dobrze. Dla mnie, radiowca dźwięk jest równie ważny co wygląd i osiągi. Sportowy samochód musi brzmieć, a Scirocco spokojnie mógłby być solistą w jakiejś grunge`owej kapeli. Gra lekko basowo, trochę przypominając boksera. Nawet jeśli to brzmienie wzmacniane głośnikami – co z tego? Jak często kierowca słucha swojego samochodu z zewnątrz?


Festiwal zaczyna się jednak dopiero po ruszeniu. Scirocco GTS to prawdziwa petarda. Nie spodziewałem, że auto z 220-konnym TSI pod maską będzie wolne, ale rzeczywistość przerasta oczekiwania. Nie wierzę, że ma 6,5 sekundy do setki. Jeździ tak, jakby był co najmniej o sekundę szybszy. Silnik ryczy, turbina dmucha, a GTS rwie jak poparzony. Z Scirocco wciąż jest kawał drania, nawet jeśli już lekko przyprószony siwizną. To chyba najbardziej niegrzeczny z Volkswagenów. Golf w bluzie z kapturem!


Gdyby TÜV prowadził pomiary bezpośredniości układów kierowniczych, GTS spokojnie mieściłby się w normie dla hot hatchów – choć niczym wyjątkowym nie zaskakuje. Co nie znaczy, że nie prowadzi się wystarczająco dobrze. Jest świetnie wyważony, bardzo trudno wytrącić go z równowagi. Kontrola trakcji wkracza bardzo rzadko, bo i trudno stracić w nim trakcję. Jest jak Deutsche Bahn, mknie po niewidzialnych szynach przy każdej prędkości. W jego zachowaniu i reakcjach nie czuć upływu lat, niczym nie ustępuje współczesnym konstrukcjom.


6-biegowa dwusprzęgłówka, popędzana łopatkami działa fenomenalnie. Niby to przecież tylko DSG, które można mieć już nawet w dostawczym Caddy, ale tu zmienia biegi ostro i błyskawicznie. Duża przyjemność!
Z hamulcami podobnie jak ze skręcaniem – w normie. Wyjątkowa jest w nich łatwość dawkowania odpowiedniej siły. Pozwalają robić to ponadprzeciętnie precyzyjnie. Hamowanie Scirocco zawsze jest w punkt. To wszystko sprawia, że byłby znakomitym autem na wszelkiego rodzaju track daye. Można go chłostać przez cały dzień na torze, spokojnie wrócić do domu i następnego dnia pojechać do pracy, a zważywszy, że to VW – nadal wszystko będzie działać.


To prosty i szczery samochód. Wystarczająco dobrze wyposażony jak na dzisiejsze czasy (po zeszłorocznym face liftingu dostał większość nowinek Volkswagena, łącznie ze świetnym systemem Car-Net), ale nie przeładowany cyfrowymi asystentami i wodotryskami. Nie ma w nim żadnego przycisku „sport”, żadnego aktywnego zawieszenia. Jest jaki jest – twardy i ostry od pierwszego do ostatniego metra podróży.

Pewnie, mógłby mieć prawdziwy głośny wydech, mniej silne wspomaganie i głębsze kubełki, ale i bez tego jest znacznie bardziej szorstkim autem od Golfa GTI. Wierniej niż on trzyma się ideałów pierwszego GTI z lat `70. Golf obrósł tłuszczem, jest zbyt skomplikowany, przeładowany gadżetami. Mimo tej samej mocy i zbliżonych osiągów nie daje takiej frajdy jak Scirocco. Od hot hatcha oczekuję żeby dobrze wyglądał, przyspieszał, hamował i skręcał lepiej niż przeciętne auta. Scirocco to wszystko ma i nieważne, że zbliża się już do emerytury. Przecież w starym piecu diabeł pali...
Trwa ładowanie komentarzy...