O autorze
Dziennikarz i entuzjasta automobilizmu. Prezenter Wiadomości Radia ZET i brzydsza połowa duetu ZET za kółkiem. Wielbiciel aut wszelkich - szybkich i drogich, tanich i wolnych - bo w każdym jadą inne emocje.

instagram.com/michal_adamiuk
twitter.com/MichalAdamiuk
facebook.com/ZETzakolkiem

Czy nowa Astra jest lepsza od Golfa?

Opel Astra
Opel Astra MA
Motoryzacyjne media zrobiły nowej Astrze niesłychanie dobry PR. Tak skuteczny, że urosło we mnie pragnienie, naprawdę, przemożne pragnienie przejechania się nią. Na tyle silne, by w upalnej końcówce lata na kilka dni zrezygnować dla Astry z jazdy roadsterem.

Sami rozumiecie – oczekiwania były duże, poświęcenie jeszcze większe, więc ocena musi być surowa. Astra zawsze była traktowana trochę jak ubogi krewny Golfa. Po premierze obecnej generacji, zewsząd dobiegały głosy: „Golf VII ma się kogo obawiać!” Czyżby?

Design – kwestia gustu, ale projektanci Astry mieli zdecydowanie więcej fantazji od tych z Volkswagena (bo mniej już się nie da). Kiedy Opel ujawnił pierwsze zdjęcia piątej generacji Astry, stwierdziliśmy w ZET za kółkiem, że - jeśli chodzi o design - to najlepsze czasy ta firma ma już za sobą. Wypada oficjalnie odszczekać te słowa, bo na żywo Astra wygląda zdecydowanie lepiej.

Ruszam. Pierwsza rzecz, która rzuca się w... uszy to doskonałe wyciszenie. Benzynowy silnik 1.4 Turbo brzmi wręcz aksamitnie. 150 koni we współczesnym kompakcie nie wyrywa kamieni z bruku, ale w Astrze wystarczy, żeby nie być zawalidrogą. Kiedy trzeba - przyspieszy, pojedzie szybko, ale nie sprowokuje żony do marudzenia „po co nam takie mocne auto?”.

Drugie pozytywne zaskoczenie – wyjątkowo bezpośredni układ kierowniczy. Nie do końca pasuje do niego miękkie zawieszenie, ale tylko pozornie. Mimo, że nastawione na komfort, nie sprawi Wam psikusa w szybkim łuku. Naprawdę pracuje kompetentnie przy dużych prędkościach i można mieć do niego zaufanie.

W środku jest wszystko to co w roku 2016 roku być powinno. Rozbudowany infotainment z ładną grafiką – bawi, uczy, informuje – choć mógłby być bardziej intuicyjny. Zwłaszcza obsługa nawigacji jest w Astrze wyjątkowo toporna. Elektrycznie regulowane fotele świetnie trzymają, sportowa kierownica dobrze leży w rękach, kamera rozpoznaje znaki, a system OnStar ratuje życie w trudnych chwilach - i karetkę wezwie, i stolik zarezerwuje. Zdecydowanie powyżej średniej jest to, co kierowca ma przed oczami. Opel znalazł sobie naprawdę fajny patent na ładne, analogowe zegary – wyglądają świetnie zwłaszcza po ciemku. Za każdym razem pytam sam siebie – to naprawdę Opel?

Komputer pokładowy to dopiero kopalnia ciekawostek, jakie rzadko spotkacie w innych autach. Żywotność oleju, wskaźnik oszczędności i trendów w eko-jeździe oraz coś, co kompletnie mnie rozwaliło. Za ten gadżet głośno wyznałem Astrze miłość! Komputer pokazuje odległość od poprzedzającego samochodu mierzoną w dziesiątych częściach sekundy. Jak w wyścigach! Takiego gadżetu - żywcem wyjętego ze świata motorsportu - nie widziałem w żadnym cywilnym, nawet sportowym aucie. Totalne zaskoczenie i szczery szacunek dla Opla!

Niby wszystko gra - jest solidnie zaprojektowana i świetnie wykonana z dobrych materiałów, a jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Astra wciąż jest takim... Oplem. W detalach wnętrza nadal zdarza się znaleźć coś topornego, jak choćby gigantyczną, kwadratową gałę manualnej skrzyni. Opel zrobił naprawdę bardzo dobry samochód, ale ja nadal nie widzę jednoznacznego powodu, dla którego ludzie mieliby przestać kupować Volkswageny i ustawiali się w kolejce po Astry.

Mój problem polega na tym, że ktoś zbyt mocno nadmuchał mi balon z oczekiwaniami wobec tego auta. Patrząc realnie, Astra wypełnia swoje cele w 100%. Jest świetnym samochodem w czołówce klasy kompakt, ale na pewno – jeszcze - nie postrachem dla Golfa. Blisko jej do niego jak z Gliwic do Wolfsburga.
Trwa ładowanie komentarzy...