Jego Wszechstronność Tiguan

Volkswagen Tiguan
Volkswagen Tiguan MA
Pozornie to nie jest interesujący samochód. Kolejny perfekcyjny Volkswagen, kolejny potencjalny hit. Nie zakochacie się w nim od pierwszego wejrzenia, ale warto poznać go bliżej, bo świetnie pokazuje jak ewoluują SUV-y – od bulwarowych pseudoterenówek do naprawdę uniwersalnych aut.

2,8 miliona sztuk sprzedanych w ciągu 9 lat to wysoko zawieszona poprzeczka. Tiguan pierwszej generacji był bestsellerem, ale nowy nie zamierza odcinać kuponów i poza nazwą, wizualnie nic nie łączy go z poprzednikiem. Wydoroślał i spoważniał - jest niższy, szerszy i dłuższy. Niektórzy lubią powściągliwy design VW, reszty nowy Tiguan nie porwie. Jedno pozostaje poza dyskusją – ma znakomite proporcje. Zupełnie jakby VW obliczył matematyczny wzór na idealnego SUV-a i według niego zaprojektował to auto.

Gatunek samochodów „sportowo-użytkowych” powoli wyrasta z wieku nastoletniego i wreszcie zaczyna naprawdę łączyć cechy osobówek i terenówek. Jasne, z tak wysokim środkiem ciężkości nigdy nie będą prowadziły się jak normalny samochód, ale w jeżdżąc SUV-ami coraz mniej mam strachu przed szybszym wejściem w zakręt. Tak też jest z Tiguanem. Nie powiem, że skręca jak Passat czy Golf, ale do bujającej się żaglówki też mu już daleko. Na wijących się między jeziorami mazurskich drogach dawał zdecydowane poczucie kontrolowania sytuacji.

W osiągnięciu wspomnianej wszechstronności kluczowe są elektroniczne cuda techniki. Nie robią z niego ani wyścigówki, ani przeprawowej terenówki, ale chociaż trochę naginają prawa fizyki do aktualnych potrzeb. Po wybraniu pokrętłem trybu jazdy na śnieg, asfalt czy teren, Tiguan sam dostosuje ustawienia napędu 4MOTION, skrzyni biegów czy twardości adaptacyjnych amortyzatorów DCC (wysokość zawieszenia nie jest regulowana – to już terytorium droższego Touarega).


Najciekawiej jest oczywiście w trybie OFFROAD. System nie tylko dostraja napęd (Haldex 5. generacji), zmiękcza zawieszenie i znieczula nieco kontrolę trakcji. Skok pedału gazu robi się większy (by precyzyjniej można było dawkować moc), automat DSG zmienia biegi przy wyższych obrotach, a dynamicznie skrętne reflektory świecą jaśniej i szerzej. I choć wszystkie te patenty znamy już z Passata Alltrack, to podczas pierwszego spotkania z Tiguanem w końcu trafiła mi się okazja do sprawdzenia ich w prawdziwym terenie. Tor motocrossowy pod Olsztynem pokonywał bez zająknięcia, na drogowych oponach o niskim profilu. Dla terenowego nowicjusza – jakim niestety jestem – Tiguan staje się przewodnikiem po świecie offroadu. Zjazd z niemal pionowej górki? Żaden problem – system HDC sam przyhamuje te koła, które trzeba i sprowadzi auto na dół – nie muszę nawet dotykać pedałów.


Gadżetów pomocnych w terenie jest więcej. Okazuje się, że system kamer 360 stopni przydaje się nie tylko przy parkowaniu. Wjeżdżasz na wąską przeprawę – kilka kliknięć – i na ekranie masz swoje auto z lotu ptaka, jak w grze komputerowej. Doskonale widzisz, gdzie kończy się krawędź mostu – nie trzeba wychylać się za okno. W tryb offroadowy można przełączyć też gigantyczny wyświetlacz LCD zastępujący tradycyjne zegary. Przed oczami pojawia się wtedy wskaźnik skrętu kół i klasyczny kompas.


Zbłądziłeś ze szlaku, a fabryczna nawigacja nie wie gdzie jesteś? Można przestawić ją na mapy Google Earth i zdjęcia satelitarne. To możliwe dzięki systemowi Car-Net. Wystarczy karta SIM z dostępem do internetu i Tiguan łączy się ze światem. Można sprawdzić natężenie ruchu, utrudnienia na drogach i ceny na stacjach. Dłuższą wyprawę zaplanujecie w domu i wyślecie do nawigacji ze swojego komputera. Podróż może być naprawdę długa – bagażnik pomieści 615 litrów, a tylna kanapa jest przesuwana. Skończą się kłótnie z gatunku „za zimno! za gorąco!”, bo klimatyzacja Pure Air ma 3 strefy – dla kierowcy, pasażera oraz tylnych siedzeń. Gdy zabraknie miejsca, pociągniecie przyczepę o masie do 2,5 tony (hak wysuwa się spod zderzaka, za naciśnięciem guzika w bagażniku). Przed wyjazdem na camping nie musicie godzinami ćwiczyć cofania z przyczepą, bo system Trailer Assist zrobi to za Was. Wystarczy zaprogramować kąt skrętu i puścić kierownicę – Tiguan wjedzie na miejsce sam.


Pod maską gra klasyka z Wolfsburga – benzynowe TSI 1.4 i 2.0 (od 125 do 220 KM) oraz 2.0 TDI (115-240 KM). Najsłabszych odmian nie polecam. Jeździłem 150-konnym dieslem i wydaje się to absolutnym minimum do auta tej kategorii wagowej. W przyszłości dołączy hybryda GTE, na pewno nie będzie za to sportowego GTI i hardcorowego R. Tak naprawdę nowy Tiguan nie jest żadną rewolucją – jego wszystkie nowinki gdzieś już wcześniej widzieliśmy. Tu jednak mamy je wszystkie razem, a skoro to Volkswagen, to można obstawiać, że będą działać dokładnie tak, jak zostały zaprojektowane. Materiały i wykonanie – jak to u VW – na najwyższym poziomie. Nic nie skrzypi i nie trzeszczy nawet w terenie (a to nie jest takie oczywiste, nawet w droższych autach).


Choć nie jest w żaden sposób przełomowy, to naszpikowany gadżetami Tiguan wydaje się być SUV-em kompletnym. Naprawdę nie wiem co jeszcze można upakować w kompaktowej „terenówce” z tej półki cenowej... Tego, że będzie hitem jestem pewny. Może nawet stanie się dla SUV-ów tym, czym Golf jest dla kompaktów? Największą wadę wszystkich Volkswagenów też niestety ma. Jego perfekcyjność sprawia, że staje się nudny.
Trwa ładowanie komentarzy...